Zainteresujmy się światem dookoła – 3 lata 1 miesiąc PO

Kochani,

Myślę, że po tych 3 latach jestem gotowa do dyskusji o depresji, o jej stanach / etapach, o jej przewidywaniu. U mojego synka wszystko poszło tak szybko… Ja nic nie zauważyłam…. A może mogłam? Może gdybym wiedziała na co zwracać uwagę, to bym przewidziała i zapobiegła?

Tak wiele niedopowiedzianych pytań….

Walczmy. Proszę. Zbierzmy się i walczmy o te dzieciaki i naszych najbliższych, którzy jeszcze po tym świecie chodzą, a nasze skarby będą nam kibicować z nieba. My, jak nikt inny, wiemy na co uważać i co powinno nam zapalić czerwoną lampkę alarmową. Wykorzystajmy te nasze okropne, smutne doświadczenia, żeby zrobić coś ważnego. Po tych doświadczeniach jestem tak wyczulona na zachowania nastolatków, jak nigdy. Delikatnie mówię znajomym co widzę. Czemu delikatnie? Bo co ja wiem, bo to w końcu ja okazałam się złą matką, bo to moje dziecko popełniło samobójstwo….

TAK, TAK WŁAŚNIE BYŁO. Nikt nie robi z siebie tutaj rodzica roku, tylko mówi, że widzi, że słyszy, że postrzega inaczej. Więc może i jesteśmy, jak te wiedźmy, samosprawdzająca się przepowiednią, ale możemy też uprzedzić wiele faktów.

Zaczynam więc.

Dziś ten artykuł: http://www.zaburzeniapsychiczne.pl/depresja-zaburzenia-depresyjne-wszystko-o-depresji/

Autor pokazuje główne objawy depresji jako obniżony nastrój, zdecydowanie obniżenie napędu psychoruchowego a także, zaburzenia rytmów okołodobowych i często występujące lęki. Wymienia:

  • Obniżenie nastroju, brak odczuwania przyjemności – było! Zwalałam na różne sprawy prywatne, które były wokół, zakładałam, że przejdzie, nie przeszło…
  • Brak zainteresowania różnymi czynnościami – no tak, generalna apatia, było.
  • Stale objawiające się zmęczenie – to chyba jest powiązane z apatią.
  • Zaburzenia apetytu – trudno mi akurat to potwierdzić.
  • Stale występujące problemy z sennością – nie, tego chyba nie widziałam.
  • Zdecydowanie zwolniona lub zwiększona aktywność ruchowa – w sumie chyba tak.
  • Obniżenie wartej wartości a także brak poczuwania się do nieuzasadnionej winy – tego nie obserwowałam.
  • Zdecydowanie obniżona sprawność myślenia powiązane z problemami zaburzenia uwagi i koncentracji – powiedziałabym, że wręcz odwrotnie, umiał ukryć wiele przede mną. Dopiero po czasie zrozumiałam ile wysiłku kosztowało go wdrożenie swojego planu.
  • Stale powracające myśli samobójcze, które mogą być realizowane lub nie – możliwe, ale o tym większość z nas nie ma pojęcia. Nie widzimy tego.

Autor pisze, że 5 objawów świadczy o depresji. Jakby zliczyć, pewnie będą. Ale powiem Wam, że nie jest to łatwe. Teraz, z perspektywy czasu, można łatwo oceniać, ale na co dzień, w zwykłym dniu bez podejrzeń, to jest praktycznie nie do zauważenia.

Co widziałam? Samotność, izolowanie się, zaburzenia cyklu dziennego. Tu jeszcze jeden artykuł, który chyba trafia w punkt: https://neuroskoki.pl/dlaczego-ludzie-popelniaja-samobojstwa/

Kiedyś pokazywałam Wam już ten film, ale on jest naprawdę dobitny i bardzo, ale to bardzo wymowny:

 

Fundacje (nie znam żadnej, wybieram z googla): http://stopdepresji.pl/

http://www.pokonaccien.pl/misja.html

http://www.jamyoni.org.pl/pl/Wygrali-z-depresja/Prawdziwe-historie 

 

Tyle na dziś. Jak na mnie, to i tak dużo. To wszystko, to jest mój nowy stan ducha. Myślenie świadomie, myślenie z chęcią pomocy, z ochroną dzieci i osób dojrzałych, które wciąż mają szansę. To dużo, jak dla mnie. Ale bardzo się cieszę, że zrobiłam ten mikro krok.

Reklamy

Brak słów żeby to wszystko opisać – 3 lata 1 miesiąc PO

Nie piszę już tak często, jak na początku. Chciałabym, zabieram się, układam sobie w głowie słowa, a potem nic z tego nie wychodzi. Wciąż czuję potrzebę żeby pisać. Świadomość, że jestem w tym z Wami, w grupie, która jak nikt, rozumie co czuję, jest bardzo ważna. Jest czymś, co naprawdę pomaga się trzymać.

Czemu więc pisanie, dzielenie się przeżyciami, huraganem emocji, który przeze mnie przechodzi jest teraz takie trudne?

To nie jest tak, że emocje są mniejsze, albo poukładane. Jest dokładnie odwrotnie. To wszystko tak buzuje we mnie, że bardzo trudno ubrać to w słowa. Wspomnienia z dnia śmierci, z każdej z kolejnych rocznic, ze spotkań ludzi w tym czasie, wspomnienia z moich dni z synkiem, nakładanie się miejsc, nakładanie się sytuacji, sny, skojarzenia. To wszystko buzuje i wybucha co chwila różnymi nieprzewidywalnymi reakcjami i emocjami.

Wspomnienie mojego synka jest ze mną w każdej sekundzie mojego życia. Teraz nawet bardziej, niż gdy żył, aktualne wydarzenia  jakoś zawsze się z nim wiążą. Odnoszę je ciągle do tego co przeżyliśmy wspólnie, albo zastanawiam się co by powiedział, jak skomentował różne rzeczy, albo łapię się na tym, że myślę sobie, że to by mu się spodobało. To jakby równoległa rzeczywistość, życie w dwóch światach jednocześnie.

Dlatego tak trudno jest teraz pisać tak po prostu.

Już nie ma strachu – 2 lata 10 miesięcy PO

Kiedy przechodzi się taką granicę bólu jak my, to przesuwa się jednocześnie nasza wewnętrzna granica emocji. Moja jest już tak daleko po horyzont, że dawno jej nie widziałam. Nic mnie już nie może zranić, bo nic tak nie boli, jak śmierć dziecka. Nic też nie może mnie przestraszyć, bo o nikogo się już nie boję. Gdy dzieje się coś złego, mówię sobie to nic, błahostka, wobec tego co już przeszłam. Patrzę wtedy na wszystko jak z bocznej kamery. Jestem ponad tym.

Brzmi jak super moc, z której należałoby się cieszyć, a jest największym, bezdusznym przekleństwem, bo zadusza w nas jednocześnie inne uczucia. Nasz smutek i nostalgia kładą się jak całun na wszystkim co przeżywamy i przytłumiają radość, a potęgują ból.

Zauważyłam też, że nie mam już celu w życiu. Dla tych Was, którzy macie inne dzieci, jest inaczej, ja miałam tylko mojego synka. Gdybyście mnie dzisiaj zapytali, gdzie się widzę za 5 lat, to odpowiedź jest jedna, na tej samej kanapie, przy kompie, przy serialu, pisząc bloga. Nie planuję nic. Gdy próbowałam się zmusić do wyobrażenia sobie przyszłości, do zawalczenia o coś, to nie działa. Jestem osadzona tu i teraz.

Robię nowe rzeczy, próbuję różne hobby, ale nic na stałe. Chwila to, potem porobię coś innego. Najpierw walczyłam z tym i próbowałam koncentrować się dłużej na jednym, ale stwierdziłam, że  nie ma to większego sensu. Jest dobrze tak, jak jest. Ale sytuacja ta wyraźnie pokazuje tymczasowość, w której żyję, krótkie odcinki czasu, którymi myślę.

Nie mam celu, bo moim celem, szczęściem, które nadawało sens mojemu życiu był mój synek. A jego nic nie zastąpi.

Wszystko od nowa i od nowa i jeszcze raz – 2 lata 8 miesięcy PO

Długo nie pisałam, bo szerze mówiąc nie wiem o czym pisać. Mam wrażenia uwięzienia w pętli czasu, gdzie przeżywa się wszystko i wszystko od nowa.

Druga rocznica śmierci była bardzo ciężka. Odczuwałam to jakby nałożenie się trzech rzeczywistości: dnia śmierci mojego synka, pierwszej rocznicy i tej drugiej, aktualnie odbywanej. Nakładały się obrazy i emocje. W mojej głowie uprzedzałam fakty, wiedziałam co będę czuła za chwilę, czy w którym momencie mszy się rozkleję. Po wszystkim byłam  wyjątkowo zmęczona, szukałam samotności i dochodziłam do siebie chyba z tydzień. Te całe intensywne nakładanie się na siebie emocji i pamięci z trzech momentów nie pozwala jednak przeżyć całej rocznicy w odpowiedni sposób. Z odpowiednią zadumą i hołdem dla cudownego człowieka, który odszedł z tego świata. Potrzebowałam na to trochę czasu w samotności nieco później.

Niestety kolejne rocznice nie są łatwiejsze. Nie działa to w ten sposób, że tylko powtarzalibyśmy mechaniczne ten dzień. Niestety, w miarę upływu czasu narastają w nas emocje i wspomnienia i kumulują się jak na stosie i odtwarzają w nas wszystkie jednocześnie.

Nie wiem jeszcze jak sobie z tym radzić. Gdy zalewa mnie zbyt duża fala, przystaję na chwilę, zastygam i czekam w milczeniu aż wszystko przeminie. Przeczekanie, tylko tyle mam.

Dziś skończyłby 20 lat – 1 rok 10 miesięcy PO

Przedwczoraj był dzień dziecka. Wczoraj zmarła, niespodziewanie moja Babcia. Dziś mój synek skończyłby 20 lat. Jutro jest pogrzeb Babci. Nie jadę. Nie dam rady. Nie chodzi o samą ceremonię, tylko o spęd rodzinny i tych wszystkich ludzi wokół. Pojadę za tydzień i posiedzę w ciszy z mamą i ciocią i w ciszy pójdę na cmentarz. Dzisiaj ciocia poprosiła, żeby ktoś z nas napisał list do Babci do przeczytania na mszy. I nikt nie dał rady… oprócz mnie. Nie chcę myśleć, że to jest tak, że przyzwyczajam się do śmierci i pożegnań. Ale jest jakaś dziwna siła, czy może bezwzględność w takich momentach, kiedy wiem, że trzeba się odpowiednio pożegnać, uhonorować i upamiętnić tych wspaniałych ludzi, którzy odeszli. Tak jak wtedy, gdy w trakcie pogrzebu mojego synka, wzięłam mikrofon i podziękowałam wszystkim, że przyszli. Bez łez, choć głos mi drżał niemiłosiernie. I to nie jest tak, że tak trzeba, to jest tak, że to byli cudowni ludzie i są warci każdego naszego wspomnienia i każdego naszego podziękowania, a wspólnie podziękowania łączą nas w myśleniu o tej osobie i szczególnie ją honorują.

Tak to widzę.

Więc napisałam…

Babciu,

zawsze byłaś wyjątkowo silną osobą. Mądrze nami kierowałaś, popychałaś na właściwe tory, walczyłaś o rodzinę zawsze i wszędzie. Wiedzieliśmy, że jako wnuki jesteśmy dla Ciebie najważniejsi. Zadziwiające, jak wiele o nas wiedziałaś. Ale też zawsze wiedzieć chciałaś. Interesowało Cię wszystko, co nas dotyczyło, a my wiedzieliśmy, że w razie potrzeby możemy się u Ciebie bezpiecznie schować, nawet przed rodzicami:). Zawsze byłaś dla nas i za to Ci dzisiaj szczególnie dziękujemy. Zawsze czuliśmy, że jesteśmy Twoim priorytetem i zawsze czuliśmy Twoją miłość i opiekę wokół nas. Zawsze byłaś wyjątkową Babcią. Naszą Babcią.

Dzisiaj pieczesz swój niedościgniony jabłecznik reszcie naszej rodzinie w Niebie.

Dziękujemy Ci za to, że nauczyłaś nas, żeby się nigdy nie poddawać, że rodzina jest najważniejsza, przed wszystkim innymi na świecie, że ważne są symbole i celebracja świąt. I jeszcze dziękujemy Ci za jabłecznik i sernik i Twoje gołąbki i pierogi i sosy i wiele, wiele jeszcze. Dziękujemy Ci za ciepło, które nam dałaś. Dzisiaj wysyłamy Ci nasze ciepło do nieba.

Kochamy Cię

Babciu – jest Was tam w Niebie coraz więcej, opiekuj się moim synkiem, gotuj mu tak, jak tylko Ty potrafisz i przestrzegaj przed głupotami. Jest tak jakbyś nie chciała go zostawić samego na 20te urodziny i pojechałaś mu upiec tort. Dziękuję i bardzo za Tobą tęsknię.

Stroik – dwa serca – 1 rok 9 miesięcy PO

Dzisiaj kilka zdjęć, jak zrobiłam stroik w kształcie dwóch serc.

Oto materiały, które się przydadzą (wszystkie można kupić w internecie, ja kupiłam w: http://www.sklepflorystyczny.pl/):

Najpierw uformowałam witki brzozowe w kształt serca i związałam je sznurkami. Nie bójcie się ich złamać. Mogą być wiotkie, ważne żeby nie sprężynowały i żeby dało się je ułożyć w kształt serca.

Następnie owinęłam serce Rafią – to ten materiał wyglądający lekko jak słoma. Rafia umocniła mi całość i nadała kształt serca. Te serce zrobiłam od razu kompletne i zamknięte zostawiając na dole wystające patyczki. Drugie serce przed zamknięciem przełożyłam przez to, dzięki temu stanowią całość.

Później zaczęło się owijanie całości czerwoną tkaniną jutową. Cięłam ją na prostokąty, owijałam jak było wygodniej i zaszywałam.

Kupiłam dwa kawałki czerwonej liny lnianej i owinęłam każde serce z osobna, zawiązując na końcu. Potem klejem na gorąco przykleiłam do liny czerwone piórka.

Koniecznie przypnijcie duże przyssawki, bo inaczej wiatr może zdmuchnąć całość z pomnika.

Do całości dodałam 3 małe, czerwone znicze.

Jak pisałam Wam wcześniej, na samym grobie mam półroczne stałe instalacje – tym razem biało niebieskie. Serca zrobiłam na urodziny mojego synka i zajmują one sam środek.

Wystrój grobu – 1 rok 7,5 miesięcy PO

Wystrój grobu jest dla mnie bardzo ważny. Ważny ze względu na emocje jakie odczuwam, gdy go odwiedzam. I ważny, bo chcę żeby był taki, że mógłby się spodobać mojemu synkowi.

Pomnik zamówić jest łatwo, ale wymarzoną figurę już nie tak łatwo. W końcu, przyznam się obserwując inne rodziny wokół mnie na cmentarzu (tak się składa, że jest blisko sporo grobów młodych ludzi), doszłam do wniosku, że nie chcę figury, wolę instalacje i stroiki, które zmieniam okresowo.

Obok mojego synka leży dziewczyna, też 18 letnia, którą zabrała białaczka. Rodzice zdecydowali się na niesamowity nagrobek z tafli szkła, imitującej lejącą się wodę. Ustawiają zielone rośliny i kwiaty w doniczkach, słoikach, koszykach – piękne i bardzo osobiste.

Alejkę zaczyna rodzina, która zdecydowanie ma uzdolnienia designerskie i zmienia wystrój grobu raz na jeden, dwa miesiące. Ostatnio np. z początkiem adwentu, zrobili wystrój z gałęzi i fioletowo – ciemnych, bardzo dużych kul z suszu.

Zanim jeszcze miałam nagrobek, ustawiałam na zielonym pokryciu lampiony i własnoręcznie zrobione stroiki.

Obecnie przyjęłam zasadę, że mam jedną instalację główną i dodaję do tego małe stroiki, które najchętniej robię sama. Kupiłam pistolet do gorącego kleju, kupuję podkłady drewniane, masę suszonych kolorowych rzeczy i kleję. Takie stroiki wytrzymują bez problemu 2 miesiące. Zachwycam się tym sklepem z komponentami do stroików: http://www.sklepflorystyczny.pl/. Robię więc stroik na Boże Narodzenie, na Wielkanoc, na urodziny mojego synka, czy na rocznicę jego śmierci. Zdarzało mi się też kupić gotowy – np. na zdjęciach ten na Boże Narodzenie jest właśnie kupiony (w internecie, sklepy stacjonarne możecie sobie darować).

Polecam Wam, żeby przynajmniej do części zniczy lub lampionów wsadzić elektryczne lampki. Potrafią się świecić przez 3 miesiące i mamy światełko na grobie przez cały czas. Zobaczcie jak pięknie wyglądają w nocy.

Po bardzo długich poszukiwaniach znalazłam studio florystyczne w Lublinie, które robi dla mnie instalacje główne, pakuje w karton i wysyła kurierem. Mój synek uwielbiał anioły, dlatego też chcę żeby zawsze to był motyw przewodni i żeby zawsze na grobie mojego synka były skrzydła anioła. Studio, które znalazłam, same klei skrzydła z pojedynczych piórek i zabezpiecza je przed wodą. Dotychczasowa instalacja wytrzymała pół roku, w tym zimę, a skrzydła powalają. Miałam już poduszkę z korą i skrzydłami anioła oraz ostatnio niebiesko-białą instalację ze skrzydłem bocznym. Możecie zobaczyć to na poniższych zdjęciach. Do instalacji, podejrzałam u innych rodzin, dostawiam znicze w jednym, pasującym kolorze, nie musi być ich dużo i same znicze mogą być małe. Nie ma sensu robić śmietnika kolorystycznego na grobie. O wiele lepiej też wyglądają groby, gdy mamy wszystkie znicze identyczne, a nie tak, że każdy jest inny.

Te beznadziejne święta – 1 rok i 7,5 miesiąca PO

Święta to symbole, zwyczaje, którymi nasiąkamy od maleńkości. Przebieg dnia, rodzaje potraw, a nawet to, jak długo siedzimy przy stole, czy kiedy chodzimy na spacery, te wszystkie nawyki, nabywamy od naszych rodziców.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo rozplanowany jest to proces i jak każdy ma w nim swoją rolę. Nie zdajemy, dopóty nie zabraknie jednego z ogniw.

Niby nic się nie zmienia, święta jak co roku. Znowu Wielki Piątek i tak dalej. A jednak, nie wiem kto w tym roku ma pójść ze święconką, kto mi przyniesie zakupy, kto zamiesza sałatkę jarzynową i zajmie się kotami. Kto to ma zrobić w tym roku? Nie chcę żeby to robił ktokolwiek inny poza moim synkiem.

Święta znaczą odcinki czasu w naszym życiu. Łatwiej nam odliczać lata, gdy pamiętamy choinkę w danym roku, lub szczególny stół na Wielkanoc. No cóż… to się nie zmienia i Święta nadal lata odliczają, jakkolwiek by one nie były bolesne teraz dla nas. Już zawsze święta będą się dla nas kojarzyć z brakiem i tęsknotą.

Jak je przeżyć? Nie mam na to patentu. U mnie jest, aby przeżyć. Robię więc dużo i szybko i za wszystkich. Aby się czymś zająć i nie myśleć.

Najpierw zakładałam, że tylko pierwszy rok będzie taki ciężki, a potem będzie coraz lepiej. Z czasem pozbyłam się złudzeń. Tęsknota nie mija. W każdej chwili, każdej drobnej czynności przypominam sobie mojego synka. Pamiętam, że ostatnio kroił mi marchewkę, a jeszcze wcześniej odkurzał salon. Nic z tych wspomnień nie niknie. Mój synek jest po prostu ze mną przez cały ten czas – od przygotowań, do końca świąt. I chcę, żeby był. Żeby był obok mnie, żartował i się uśmiechał.

I może to jest moja mała metoda. Być z nim. Pozwolić mu być. Nie negować, nie próbować przeżyć po swojemu, tylko tak jak zawsze, jak co roku.

I może inni patrzą na mnie spod oka, ale ja się trzymam swojego – i choć wirtualnie, i choć tylko w mojej głowie, chcę i mam mojego synka obok mnie.

Może za rok, a może za 10, a może nigdy, będą w stanie myśleć o moim synku jako wspomnieniu na święta, ale nie dziś. Dziś musi mi jeszcze pomóc malować jajka.

 

Czy w Waszych myślach ONI dorastają? – 1 rok 7 miesięcy PO

Łapią mnie w sidła kolejne daty. Dziś kończyłby 19 lat, za chwilę 20 …, w te święta 2 lata temu tak bardzo cieszył się z prezentu, udało mi się go zaskoczyć, a w dwie Wielkienoce wstecz nagraliśmy śmieszny filmik dla rodziny.

Łapię się też w inne pułapki. Na przykład wczoraj widzę nagle mojego synka w oknie pociągu. Niestety, to tylko nieco podobny do niego chłopak… wciąż 18-letni, wciąż młody, na początku drogi.

Na pierwszą rocznicę śmierci przyszli przyjaciele mego synka. Byli tak niespodziewanie dorośli. Piękne dziewczyny, przystojni chłopacy.

Jaki byłby dzisiaj mój synek? Co by nosił? Miałby dziewczynę? Czy byłby dużo wyższy ode mnie? Gdy objął mnie ostatni raz był wyższy ode mnie o głowę.

I liczę te miesiące i lata i staram się go sobie wyobrazić. Ale on ciągle jest taki sam. Taki kochany i cudowny, jak tego ostatniego dnia. Mój mały synek. Jednak zawsze już będzie moim małym dzieckiem. Przestałam dodawać mu lat. To nie ma sensu. Nigdy nie będzie miał 20 lat. Zawsze będzie tym niesamowitym 18latkiem, zbyt wrażliwym na ten świat.

W mojej głowie będę mu pokazywać nowe rzeczy, nowe książki, gry, filmy. Ja będę miała coraz więcej siwych włosów, a on wciąż będzie taki sam.

To strasznie dziwne. Ktoś, kto nie stracił bliskiego, nie zrozumie, jak bardzo jest to dziwne. Utożsamiamy się z naszymi utraconymi dziećmi, chcemy czuć, że są obok nas cały czas, że i dla nas i dla nich czas mija tak samo. A tu nagle przychodzi ta straszna świadomość, że jednak nie. Że oni zatrzymali się te X lat temu, a my jakąś siłą rozpędu, której nie możemy zatrzymać mimo, że panicznie chcemy, brniemy dalej w tym naszym życiu.

Życie wokół nas jest tragiczne, nie ma co z tym dyskutować – 1 rok 6 miesięcy po

Dzisiaj historia, który niby obok, a jednak dotyka.

Moja przyjaciółka straciła dziś kuzynkę. Dziewczynę 29 lat, matkę 3 letniego chłopca. Dziewczyna dzielnie walczyła z rakiem. Może nie było łatwo, chemia, radioterapia, wiadomo, ale walczyła. Jednak po drodze zostawia ją jej mężczyzna, ojciec jej dziecka, zakłada drugą rodzinę. Ilu z Was to zna? Płeć nie jest ważna. Kiedy ten bardziej bezwzględny w związku odchodzi i się odcina od smutku, od problemów, o walki o każdy kolejny dzień…?

Nie dała rady. Straciła wolę życia. Psychotropy i alkohol zrobiły swoje. Nigdy się nie dowiemy jak bardzo była świadoma w tym momencie.

I teraz najbardziej dla mnie tragiczny finał tej opowieści. Jej synek jest z nią. Nie może dobudzić mamy. Ma tylko 3 latka. Łatwo sobie wyobrazić jego panikę i strach. Paniczny strach. Dzwoni do babci. Ten mały chłopczyk podnosi komórkę i dzwoni!!! A potem mijają upiorne minuty, kiedy czeka… Kiedy siedzi przy swojej mamie i czeka. Czeka na babcię. Na to, że babcia obudzi mamę i wszystko będzie dobrze….

Ale dobrze nigdy nie nadchodzi. Od dziś już będzie tylko źle.

Strasznie mnie to dzisiaj rozwaliło.

Najpierw byłam zła strasznie na Nią, że zostawiła dziecko, dar, za który ja bym poświęciła wszystko. Potem pomyślałam, że bardzo mi jej szkoda, że nie dała rady, że świat ją pokonał, że trafiła na faceta, który okazał się nie wart niczego. Więc jak będziecie następnym razem na cmentarzu zapalcie świeczkę też za nią, bo teraz jest w drużynie z naszymi aniołami. Kolejna wspaniała dusza, która nie dała rady, którą pokonał świat. I bardzo mocno trzymajcie kciuki za jej dzielnego synka, żeby on dał radę.

Bo w ten pokręcony sposób, ten mały, dzielny chłopczyk dołączył dziś do naszej drużyny, tych których najbliżsi uznali, że lepiej opuścić ten świat. Tylko, ten mały bohater nic z tego nie rozumie. I jeśli nam jest ciężko, to jemu jest ciężej tysiąc razy. Więc naprawdę myślcie o nim.

1 rocznica to ściema – 12 miesięcy po

20161217_121729

Wszyscy mi mówili, żeby tylko dotrwać do pierwszej rocznicy, że później wszystko jakoś się układa i człowiek nabiera dystansu. Totalna bzdura!

Uczepiłam się tak myśli, że po roku może być lepiej, że z niecierpliwością czekałam na ten dzień. Ale im było bliżej, tym było gorzej. 10 dni, 9, 8, 7 …. gwarantuję Wam, że będziecie pamiętać każdy dzień sprzed roku, co robiliście, gdzie byliście, gdzie było Wasze dziecko i natychmiast pojawi się miliony pytań co mogliście zrobić inaczej. Miliony pytań i wątpliwości w sekundę. Jeśli możecie, weźcie urlop i otoczcie się ludźmi, którymi chcecie się otoczyć.

Wszystko przeżyjecie na nowo z taką wyrazistością jakby właśnie się działo. I jak już to wszystko minie, będziecie w gruzach w jakich byliście rok wczęsniej. Jak dla mnie jest nawet gorzej. O wiele bardziej odczuwam, emocje są silniejsze, pamiętam wszystko, każdy szczegół.

Dodatkowo musicie wszystko zorganizować. Kilka rzeczy na moim przykładzie, które mogą się przydać:

  1. Zamówcie msze dużo wcześniej,
  2. Jeśli rocznica wypada w dzień pracujący zamówcie mszę rano i kolejną w sobotę lub niedzielę – ludzie się podzielą,
  3. Wyślijcie wiadomość do wszystkich, to Wy macie pamiętać o rocznicy, nie inni, więc tego od nich nie oczekujcie – wyślijcie szczególnie info do szkoły i znajomych Waszego dziecka i poproście żeby je rozpowszechnili, nawet poprzez facebooka. Najlepiej samemu przygotować gotowy post.
  4. Napiszcie gdzie jest grób, żeby wszyscy mieli adres i numer kwatery. Wy potraficie tam dojść z zamkniętymi oczami, ale inni już będą mieli problem.
  5. Obiad, po mszy i zapaleniu zniczy na cmentarzu, zorganizowałam tylko dla kilku najbliższych,
  6. Wcześniej uprzątnijcie grób i jeśli macie pomnik kupcie plastikowe podstawki pod znicze, bo będzie ich trochę,
  7. Załatwcie pomnik, dla mnie ważne było żeby był na pierwszą rocznicę. Biłam się z myślami, czy zamówić rzeźbę anioła, ale znalazłam ostatecznie cudowne studio florystyczne, które przygotowuje mi różne kompozycje ze skrzydłami anioła na bazie prawdziwych piór i dostarcza do mnie kurierem. Zmieniam więc te skrzydła na grobie co kilka miesięcy i jest to dla mnie o wiele lepsze niż patrzenie do końca życia na tę samą figurę anioła.

20170205_112054

W rocznicę wyłączyłam się w sumie na tydzień – kilka dni przed i kilka po. Znowu mój brat i jego żona mieszkali ze mną, znowu przeżywaliśmy każdą minutę na nowo.

Mój błąd, że tak bardzo uczepiłam się myśli, że po 1 rocznicy będzie lepiej. Nie było i nie będzie. Teraz to wiem. Jest trochę żalu i goryczy przez to we mnie, ale to mój błąd i błąd mojego nastawienia. Skoro więc już wiecie, uczcie się na cudzych błędach i dobrze się przygotujcie.

Uczymy się żyć, oddychać, istnieć – 1 rok 4 miesiące po

20150909_192410

Na tej maszynie, którą widzicie na zdjęciu, moja prababcia uczyła mnie szyć, jeszcze na mechanicznym pedale. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile czynności, które potem wydają nam się naturalne, wynosimy z domu. Weźmy na ten przykład gotowanie – wyniosłam z domu tradycyjną kuchnię, a teraz kiedy chcę ominąć chociażby gluten, czuję się jak dziecko w podstawówce i spędzam godziny na nauce z internetu, jakbym gotować w ogóle, nigdy nie umiała.

Tak się czuję z moim życiem teraz. Uczę się zupełnie nowego czegoś, jakiejś nowej czynności, której nigdy nie robiłam. W dodatku ludzie dookoła wykonują ją zupełnie inaczej i nie mam kogo naśladować, nie ma od kogo się uczyć.

Mam kolegę po nieudanej próbie samobójczej. Udało się go na szczęście uratować. Spędził potem wiele miesięcy w szpitalu, nadal bierze leki i pewnie będzie je brał do końca życia. Ale dzisiaj ma cudowną żonę i dziecko. Czy jego życie jest łatwe? Nie i nie będzie. Jest inne, ale równie piękne.

Nie mogę powiedzieć, że moje życie ma teraz sens, bo go nie czuję, ale po prostu uczę się tego życia od nowa, po mojemu. Stare przyzwyczajenia, nawyki wyniesione z domu, już tu się nie sprawdzą.

I tak sobie myślę o nas, którzy stracili najdroższe dla siebie osoby i o takich osobach, jak mój kolega, którzy nie odnajdują się w tym świecie, że my po prostu jesteśmy inni. Że my po prostu musimy żyć teraz „po naszemu”, tylko tego „naszego” musimy się nauczyć. Nasze życie nie będzie usłane różami, bo otarliśmy się o największą, możliwą tragedię. Nie mamy co kopiować ludzi dookoła, bo oni żyją innym życiem, oni „gotują tradycyjną kuchnię”. My musimy szukać swojego przepisu. Nie będzie łatwo, tak już nam się trafiło. Ale może Krok Po Kroku czegoś się nauczymy.

Pogoń za tym, żeby żyć jak ludzie dookoła może nas tylko zgubić. Oni mają inne doświadczenia i inne rzeczy są dla nich ważne. Nasze priorytety zmieniły się diametralnie, inaczej już odczuwamy świat. Tak już się złożyło, że my będziemy walczyć o każdy kolejny dzień, żeby wstać z łóżka i żeby się później do niego położyć. Ale wiecie co? Myślę, że my, przez to, co nas spotyka, jesteśmy bardziej wrażliwi, widzimy tę najdelikatniejszą, najbardziej ulotną warstwę życia, której większość nie dostrzega. I my nie będziemy żyć dniem standardowym i wnosić do świata to, co wnosi typowa rodzina sąsiedzka obok nas, ale być może właśnie my wniesiemy drobinki tego, co jest równie ważne dla istoty istnienia.

Czuję po sobie jak bardzo jestem teraz wyczulona na drugiego człowieka, jak szybko umiem odczytać jego emocje. Mój kolega jest jedną z bardziej współodczuwających osób jakie znam. Zmieniła nas tragedia. Dała nam nowy gen. Nie umiem go nazwać, ale nie jestem już typowym gatunkiem człowieka, ewoluowałam.

I na koniec mam jedną, gorącą nadzieję, że jeżeli czytają to osoby, które jak mój synek, myślą o tym, żeby odejść z tego świata, bo się tu nie odnajdują, to proszę Was przeczytajcie ten tekst jeszcze raz. Jesteście inni, macie ten inny gen, ale dzięki temu lepiej współodczuwacie. Może musicie od nowa nauczyć się żyć, ale czemu nie? Ja się uczę i uczę się gotować i jeszcze kilku innych rzeczy. Tak nam się trafiło, że nam nie będzie tak łatwo jak innym. Ale to tylko tyle.

 

Impreza rodzinna – lustro, w którym nie chcecie się przeglądać – 11 miesięcy po

sklep-z-kapeluszami

Tak się złożyło, że mieliśmy zaplanowane wesele mojego brata. Los chciał, że jego pierwotna data zbiegała się z pierwszą rocznicą śmierci mojego synka. Co rodzina może zrobić w takiej sytuacji? Odwołać wszystko? Tylko, po co? Co tak naprawdę to zmieni? Zmieniliśmy datę.

Impreza rodzinna, bez znaczenia jaka, to trudne przeżycie dla rodzica, który opłakuje dziecko. Moja rada jest taka, że jeżeli nie musicie iść, nie idźcie. Z większością osób nie widziałam się od pogrzebu, nie rozmawiałam z nimi, nie dzieliłam się moimi uczuciami, a oni nie wiedzieli co się dzieje ze mną. Trudno więc żeby mnie rozumieli. Dodatkowo dopadł mnie lęk, że jakaś ciocia jest może nieświadoma całej sytuacji i zapyta mnie o mojego synka. To paraliżowało.

Już tydzień przed wydarzeniem wszyscy chodziliśmy spięci. Ja chciałam tylko przetrwać jak najszybciej te kilka dni. Moją metodą było mieć ciągle zajęcie. Być w ciągłym ruchu. Organizować, ustawiać, schować się za kamerą, czy aparatem. I tak wciąż masz to uczucie, że Twój synek powinien tu być, że robiłby to, czy tamto. Wydaje Ci się, że wszyscy na Ciebie patrzą, że z jednej strony współczują, ale z drugiej oceniają. Jaką byłaś matką? Dlaczego do tego dopuściłaś? Czujesz się jak na jakiejś arenie, gdzie tłum dokonuje samosądu. Tak widzisz świat wokół siebie. To lustro, które odbija Twoje najgłębsze obawy, pytania, niedopowiedzenia, lęki. To lustro, które sam budujesz, jest wyjątkowo solidne i nie możesz oderwać od niego wzroku.

Ale na wydarzeniu rodzinnym się nie kończy. Te wszystkie emocje, które trzymały Was w pionie teraz puszczają i zalewa Was nieprzebrany strumień emocji, o których już nie pamiętaliście. Do pierwszej rocznicy śmierci zostały 4 tygodnie, zniknęliśmy na ten czas. Bliscy potrzebują się gromadzić wokół siebie, mieć ciszę i przestrzeń na swoje myśli.

Jak więc widzicie. Wydarzenie rodzinne to jak niszczycielski wulkan. Musicie być na nie dobrze przygotowani

Jakim ich pamiętamy? – 10,5 miesiąca po

20160229_170434

Jakim pamiętacie swoje dziecko? Nie chodzi mi tu o sklejkę wspomnień – jak się urodził, jak po raz pierwszy uniósł główkę, jego pierwsze kroki, tornister, kolonie, jego pierwsza miłość i w moim przypadku ostatnia.

Chodzi mi o to jaką osobą pamiętacie swoje dziecko?

Kiedy myślę o moim synku, szczególnie w momencie, gdy zdecydował się na samobójstwo, coraz częściej widzę go jako dorosłego, świadomego człowieka. Człowieka, który tak cierpiał, że zdecydował się żeby z tym skończyć.

Czy to coś zmienia dla mnie? Tak. To karze mi uszanować wybór mojego dziecka. Mogę się winić za to, że nie umiałam tego dostrzec i zatrzymać, ale nie mogę winić za to jego. Nie mogę stawiać siebie jako głównego decydenta i być zła za to, że postąpił jak postąpił.

Póki co ta konkluzja pogłębia mój smutek, ale z drugiej z strony też uspokaja.

 

Inna czasoprzestrzeń – 10 miesięcy PO

IMG_2077

Czas biegnie zupełnie inaczej. Minęło 10 miesięcy, a mam wrażenie, jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. I to nie jest zupełnie tak, jak w sytuacjach, do których jesteście przyzwyczajeni, że coś minęło szybko. To naprawdę, fizycznie i całkowicie było wczoraj. Pomiędzy „wczoraj” a dzisiaj był pogrzeb i … właściwie nic innego.

Mój mózg wie, że chodziłam do pracy, że były święta po drodze, ale mój mózg zupełnie tego nie czuje, jakby to się nie wydarzyło.

Może dzieje się tak dlatego, że codziennie przypominam sobie tamten dzień, każdą chwilę, przyciągam je do siebie. Tamte więc zdarzenia są ze mną cały czas.

Zakrzywiam czasoprzestrzeń, codziennie, systematycznie z nieustępliwym uporem. I tak, naprawdę tak, to było wczoraj. I jutro też ciągle będzie wczoraj. Zawsze o jeden dzień za mną.